Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
odnalazlem-samego-siebie *Odnalazlem siebie samego - blog4u.pl

Odnalazlem siebie samego

:: odnalazlem-samego-siebie ::

Rozdział VI: W życiu każdego faceta jest chwila by powiedzieć kim się jest naprawdę.

Chwile zapomnienia i względnego szczęścia zawsze skutkują później wylanym potokiem łez, bólem cierpieniem i poczuciem winy. Od rozstania z Jacobem minęły dwa dni, a ja od tego czasu siedzę w swoich czterech ścianach i nie dopuszczam nikogo do mojego małego świata, świata w którym pogoń naszych ciał skończyła się inaczej. Do teraz czuję na sobie jego oddech i dotyk, zachłannie wdycham go w każdej chwili. Pragnę cofnąć czas, naprawić swój błąd zostać przy nim i trwać niezależnie od tego co się stanie. A może powinienem mu powiedzieć, może to rozwiązało by wszystkie kłopoty, może stali byśmy się uważniejsi, nie tak zachłanni i nieostrożni.
Tak, na pewno będzie lepiej, pod warunkiem że zaakceptuje fakt że facet któremu wyznał miłość jest istotą o jakiej czytał w książkach dla złaknionej mocnych wrażeń dzieciarni… Niedość że wampir to jeszcze gej… Czy może być coś gorszego?
Tak, Rosali.
Rosali, Rosali zawsze zwalasz wszystko na nią, przecież to nie jej wina że wolisz… chuje. Taki jesteś i tego nie zmienisz, nie możesz wiecznie udawać dla innych, musisz zdecydować co tak naprawdę się dla ciebie liczy. Zdanie innych czy twoje własne uczucia… Chłopie zaakceptuj sam siebie bo bez tego nikt i nigdy cię nie zaakceptuje.
Nie miałem większego wyboru otarłem twarz i gotowy na wszystko wyszedłem z pokoju, niestety myliłem się, gotowy byłem na pusty korytarz a nie na mój prywatny środek zwiotczający w postaci ponętnej blondynki. 
-Mmm witaj Eddi… Laska ci nie dała? Ooo a może zamiast ją zerżnąć skręciłeś jej kark… Albo miała ciotę i zamiast wsadzić jej … z resztą nie ważne… Co u ciebie braciszku? – Rosalie odniosła triumf nie wiedziałem co jej powiedzieć… nie mogłem wydusić z siebie słowa. Jeśli ona teraz robi sobie ze mnie żarty co by było gdyby wiedziała o Jacobie?
-Ros, daj mi spokój – burknąłem szukając drogi ucieczki.
-Aaaa wiem… No tak dlaczego ja wcześniej na to nie wpadłam… Myślałeś że lecisz na laskę a kiedy przyszło co do czego zdjąłeś z niej gacie i okazało się że ma parówę po kolana. Nie wiedziałeś co zrobić ale coś ci kazało wetknąć ją sobie w usta i twój nieudolny lód zniszczył wasz piękny związek. – To zabolało, nie miałem gdzie uciec, modliłem się o zbawienie. Dlaczego gdy kogoś potrzebuję zawsze jestem sam, skazany na potworę?
Ale że jak, że ja nie umiał bym zrobić loda (jak zrobić loda)? Co to za filozofia wsadzić sobie chuja w usta i ssać do póki nie wytryśnie…
-Rosalie jestem zajęty nie mam ochoty z tobą rozmawiać. – Burknąłem próbując ją wyminąć i nie dopuścić jej żadnego słowa do swoich myśli.
-Dobrze braciszku, idź się dokształć, obejrzyj parę filmów o seksie francuskim i… albo nie, lepiej nie próbuj na samy sobie swoich umiejętności, zraził byś się do końca. – Później już słyszałem tylko jej wredny chichot wiec by uciec od tego schowałem się w pokoju muzycznym i usiadłem przy klawiaturze mojego ukochanego instrumentu. W takich chwilach nic nie leczyło tak dobrze moich myśli jak dźwięk dobiegający z  fortepianu, wygrywana „Sonata Księżycowa” potrafiła pokonać każdy ból. Stopniowo się uspokajałem, przestałem myśleć o tym co zrobiłem i w końcu do słowa doszedł głos rozsądku który cicho podszeptywał że muszę naprawić to co zrobiłem dopóki jeszcze jest szansa na happy and. Bez chwili namysłu ruszyłem w stronę drzwi, bez słowa mijając Esme i Jaspera.
Eddi co zamierzasz? Chyba nie… Nie możesz!
Zamknij dziób i wciśnij gaz, jeśli nie odzyskam go teraz to już do końca swej marnej egzystencji będę się zastanawiać co by było gdyby.
Czasami mój głos rozsądku doprowadzał mnie do wrzenia, nie dlatego że był wredny i opryskliwy, ale dlatego bo miał rację, miał pieprzoną rację do której tak cholernie bałem się przyznać. W tej chwili stałem przed wyborem, mogłem pojechać do La Push i stanąć na ganku domu mego anioła, przygotować się na jego gniew lub ewentualne łzy, na krzyk ból i nienawiść na miłość, namiętność i spełnienie moich marzeń. Drugą opcją jest bierne czekanie na tak zwane zbawienie, mogłem się łudzić że to on odnajdzie mnie i ponownie z taką samą namiętnością wpije się w moje usta jak tamtego wieczoru na plaży.  Noga automatycznie wcisnęła gas i z piskiem opon ruszyłem na ziemię zakazaną, mogą mnie tam zabić, jestem gotowy zaryzykować. Radio ryczało klasykę rocka a ja tylko nerwowo obijałem palce o kierownicę, nie wiedziałem co mu powiem gdy staniemy tworzą w twarz, o ile staniemy. Droga dłużyła się niemiłosiernie, a scenariusze jakie układałem w głowie momentalnie przerażały mnie samego. Kto przy zdrowych zmysłach gotów był by stanąć przed miłością swego życia i nie mówiąc nic rzucić się na jej usta jak wygłodniałe szczenię do piersi matki? Czas wyzwania nadszedł, to była odpowiednia chwila by podejść do drzwi i zdobyć się na cichy stukot w drzwi. Wsłuchiwałem się w swój oddech, w szelest drzew i w ciche zbliżające się kroki.
- Czego tu szukasz Cullen, znasz zasady. Wampiry nie mają prawa wstępu na teren rezerwatu.  –Przeszył mnie dziwny dreszcz gdy tylko zobaczyłem rozgoryczoną twarz starego Indianina – Wynoś się stąd do póki masz jeszcze szansę, odczep się od La Push i Jacoba!
-Ale ja musze z nim porozmawiać, pan nic nie rozumie! Może mnie pan zabić albo pozwolić z nim porozmawiać! –Nie wierzyłem w to co mówię, przecież zdawałem sobie sprawę z zagrożenia.
-Jest u dziewczyny, w miejscu gdzie go nigdy nie znajdziesz. Daj sobie spokój Cullen już wystarczająco namieszałeś. –Po tych słowach stary Black odwrócił się na pięcie i zniknął za drzwiami. Zdołałem tylko parokrotnie uderzyć pięścią w futrynę ale wiedząc ze to nic nie da wbiegłem do samochodu.
„Jest u dziewczyny” – Powtarzałem sobie stale, jest u jebanej dziewczyny… Nagle poczułem jak fala mądrości i inteligencji zalewa moje ciało, a w związku z tym ruszyłem w kierunku szkoły bo w końcu tam widziałem go po raz pierwszy. Tym razem radio milczało a ja nie zdążyłem się obejrzeć a już byłem na miejscu. Spokojnie podszedłem do drzwi i wziąłem głęboki oddech, jeśli nie ma go tutaj nie wiem gdzie jeszcze mogę go spotkać. To była moja ostatnia szansa, cichy stukot do drzwi a chwilę później wesoły i przeraźliwie wysoki pisk
-Już idę! – ciche zbieganie po schodach bębniło w moich uszach jak gdyby robił to oszalały tabun. Czułem się jak gdyby moje martwe serce waliło jak szalone, po chwili czułem jak zamiera na wieki.
-Jest u Ciebie Jacob?! – Krzyknąłem gdy tylko w drzwiach ukazała się ciemno włosa dziewczyna.
-A kto pyta? – Spytała mlaskając gumą do żucia.
-Nie ważne, jest u ciebie czy nie? -  Warknąłem dość ostro i zacisnąłem dłonie w pięści.
-Zależy kto pyta! – Jej dłoń zacisnęła się na moim ramieniu i cofnęła krok do tyłu.
-Edward – Syknąłem ozięble napierając na jej wyciągniętą dłoń.
-Jacuś jakiś Eduardo do Ciebie! –Kiedy to usłyszałem miałem ochotę wbiec do domu zniszczyć ją i wziąć go w ramiona, już nigdy nie wypuścić.
-Wpuść mnie, bo inaczej sam wejdę! –Krzyknąłem tak by i on mógł mnie usłyszeć. A chwilę później ujrzałem go w obcisłej koszulce i bokserkach…


Głosuj (3)
22:03:26 12/07/2010 [komentarzy 6] Komentuj

Rozdział V: Zapach twego ciała, ust twych smak.

Gdy tylko wróciliśmy do domu bez chwili zastanowienia pobiegłem na górę i udałem się pod gorący prysznic. Po 15 godzinach polowań nic innego nie było mi równie potrzebne… no chyba że zapach Jacoba który nieustannie wspominałem. Dobrze wiedziałem że od spotkania dzielą nas zaledwie 2 godziny i już nie mogłem doczekać się chwili w której chociaż uścisnę jego dłoń. Opasany zaledwie ręcznikiem udałem się do swojego pokoju i w końcu założyłem czyste ubranie które moim zdaniem idealnie pasowało do dzisiejszego spotkania, w końcu to nie miała być kolacja czy randka a zaledwie wypad z kumplem na pizze. Czas ciągnął się niemiłosiernie sekundy wydawały się być minutami a minuty godzinami, wskazówka zegara stała w miejscu a ja błagalnie próbowałem przesunąć ją siłą woli, stać się władcą czasu. Zrezygnowany usiadłem na kanapie puściłem muzykę i za wszelką cenę próbowałem wyobrazić sobie przebieg tego spotkania, zaplanować je tak by na koniec nie musiało zakończyć się jedynie uściskiem dłoni.
Najlepiej jak od razu zaproponuje ci seks francuski a gdy po raz 20 wypełnisz jego usta nasieniem pozwoli ci wejść w siebie.
Ja chwilami nie mogę uwierzyć w to o czym ty w ogóle myślisz.
Chciałem ci przypomnieć że to my myślimy.
O dziwo nawet moje głupie myśli które nieustannie przekomarzały się w mojej głowie były w stanie doprowadzić mnie do wzwodu i machinalnego pocierania i obcierania się o co podejdzie. Nie wiem ile to trwało, za to wiem że dobrze mi to zrobiło bo gdy tylko wróciłem do rzeczywistości zegarek wskazywał 15.15 co było równoznaczne z komendą leć na dół i wskakuj do auta. Jak pomyślałem tak zrobiłem, szybciej niż zazwyczaj wskoczyłem do samochodu i nacisnąłem pedał gazu by po jakimś czasie znaleźć się pod domem mojego anioła którego tak bardzo chciałem już zobaczyć. Wziąłem parę głębszych wdechów i opanowałem swój temperament, starałem się zachować spokój ale nie do końca mi to wyszło. Dość mocno nacisnąłem klakson który odbił się głośnym echem po zamarłej okolicy. Jacob nie wychodził przez dłuższy czas co w moim mniemaniu mogło oznaczać tylko i wyłącznie sklerozę która nie boli tylko zabija marzenia i doprowadza ludzi do szaleństwa.
-Jacob, chłopie gdzie ty kurwa jesteś, nie rób mi tego stary. – szepnąłem sam do siebie i ku mojej radości podziałało to niczym zaklęcie , drzwi domu się uchyliły a moim oczą ukazał się anioł w ludzkiej skórze otoczony promieniami gankowego światła. Widziałem jak dłonią przeczesuje wilgotne włosy, a krople wody niczym poranna rosa opadają na ziemię która zachłannie „pożera” to co jest jej dane. JB przysłonił mi cały otaczający nas świat, na usta wywołał rozmarzony uśmieszek, a w głowie słyszałem nieustannie pobrzmiewającą myśl:
Gdybym żył i dane było by mi iść do nieba, nie chciał bym trafić nigdzie indziej niż pod skrzydła tego anioła.
W tej chwili nic innego się nie liczyło, oczywiście z wyjątkiem tego że on idzie do mnie i dla mnie, choćby nasz spotkanie miało  trwać zaledwie 30 minut było by to najlepsze 30 minut w moim życiu.
-Witaj Edwardzie – usłyszałem cudowny szept który został skierowany prosto do mego ucha.
-Witaj  -powiedziałem pół szeptem marząc by usłyszeć ten głos ponownie, taki zmysłowy i namiętny. –Wsiadaj jedziemy na pizze.
-Szczerze mówiąc, nie mam dzisiaj ochoty nigdzie jechać, mam nadzieję że nie jesteś zły… -W jego głosie dostrzegłem nutkę smutku jak gdyby właśnie tak chciał się ze mną pożegnać i przeprosić za zmarnowanie mojego czasu.
-Spoko, rozumiem… masz inne plany. No cóż, może innym razem gdzieś razem wyskoczymy. – Czułem że głos mi się łamie, ale chciałem wyjść na twardziela więc zachowałem zimną krew i wymusiłem uśmiech.
-Ale… myślałem że może… no wiesz. Przejdziemy się po rezerwacie, albo zejdziemy na plażę. Widzisz, dzisiaj chcę być z dala od ludzi, ale też nie chcę być sam. – Jacob patrzył na mnie z nadzieją a moje serce jakby się poruszyło.
-No dobra, zjedziemy autem czy spacer? –Spytałem niepewnie, a on otworzył przede mną drzwi i ręką wskazał na drogę przed nami.
-Spacer. – powiedział z uśmiechem -Sorki że tak wyszło, mam nadzieję że nie zepsułem ci planów na wieczór. –JB ruszył w kierunku plaży a ja posłusznie poszedłem za nim, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, głównie chyba o tym co robiliśmy od czasu naszego spotkania. Jacob powiedział że gdy odwiozłem go do domu jego ojciec zaczął wypytywać , a gdy się dowiedział że odwiózł go do domu Cullen wpadł w szał. Zabronił się mu ze mną spotykać ale JB wyśmiał go i dzisiaj znowu jest ze mną. Ja opowiedziałem mu o bójce Alice i Rosali o faceta który nie jest zainteresowany żadną z nich, no i o biwaku z siostrą. Musiałem zataić niektóre fakty, ale na szczęście nie zmieniające nic ważnego i mającego wpływ na naszą znajomość. W końcu jak by to wyglądało gdybym powiedział że Ros rzuciła się na Alice bo myślała że ją posuwam… Po godzinie w końcu doszliśmy do piaszczystej plaży, zdjęliśmy buty i idąc brzegiem czuliśmy jak słona woda obmywa nasze stopy. Przekomarzaliśmy się  jak stare dobre małżeństwo wytykając sobie wszystkie głupoty gesty i uśmiechy. Ganialiśmy po plaży a gdy w reszcie usiedliśmy na piasku mogliśmy obejrzeć wspólnie zachód słońca. Patrzyłem na słonce chowające się za horyzont a moja dłoń odmówiła posłuszeństwa i bardzo ostrożnie otarła się o rękę Jacoba. Uradował mnie fakt że on nie cofnął ręki wiec ostrożnie położyłem polce na jego dłoni i delikatnie gładziłem ją opuszkami palców.
-Wiesz co Ed… chyba chcę ci coś powiedzieć – JB zaczął mówić konspiracyjnym szeptem jak gdyby ktoś miał nas podsłuchiwać.
-Tak Jacob? – Powiedziałem spokojnie lustrując go wzrokiem
-Kurwa… ale tak głupio trochę. – Powiedział drapiąc się po głowie z szerokim uśmiechem.
-Mów stary bo zaraz do wody cię wrzucę –Powiedziałem z zawadiackim uśmiechem.
-Nie naciskaj bo zamknę się w sobie. – Jacob wystawił mi język i położył się na ziemi.
-Nie kuś bo zaraz ciebie otworzę stary. –Powiedziałem prychając śmiechem i odwróciłem się go niego przodem by móc spojrzeć w oczy.
-Kua, taka rozmowa między facetami jest co najmniej dziwna ale… chuj spróbujmy… Słuchaj, 2 dni temu zerwałem z dziewczyną, może wyda ci się to dziwne ale dopiero teraz zrozumiałem że to co do niej czułem, a raczej że nic do niej nie czułem a robiłem tylko to czego inni ode mnie oczekiwali, robiłem to czego sam od siebie oczekiwałem… Szkoła panienki imprezy, a tak naprawdę nigdy ja tego nie chciałem.  –JB chwycił się za głowę i przetarł dłonią oczy. Miałem już coś powiedzieć ale nie dał mi dojść do słowa – Widzisz, w mojej rodzinie, otoczeniu itd. jest przekonanie, a raczej świadomość że… ja pierdole nie wiem jak to powiedzieć. Chodzi o to że gdy trafi się na tą odpowiednią osobę to się o tym wie, można dla niej przenosić góry, przejść ocean a nawet oddać własne życie… Poza tą osobą nic innego się nie liczy. I… chyba właśnie na nią trafiłem, niespodziewanie… ale bez wzajemności.
-Co ty pierdolisz stary, na bank ta laska na ciebie leci ale ty nawet o tym nie wiesz. – Powiedziałem to wbrew sobie, szalałem za tym chłopakiem i nie chciałem go oddać w ręce żadnej dziewczyny. Chciałem by on był mój tu i teraz, już zawsze. Machinalnie położyłem dłoń na jego ramieniu i spojrzałem w jego ciemnobrązowe oczy. Uśmiechnąłem się.
-I tu jest problem… Bo widzisz… Ja zakochałem się  w tobie…  - Gdy usłyszałem to magiczne słowo zadrżałem, czy on na pewno powiedział że mnie kocha? Nim zdążyłem się ocknąć z zamyślenia  nasze usta były już połączone w długim i namiętnym pocałunku o jakim marzyłem gdy tylko zobaczyłem go po raz pierwszy. Nasze języki ocierały się o siebie i były połączone w dzikim tańcu namiętności. Nie mogłem się opanować, po raz pierwszy w życiu czułem taką potrzebę bycia z kimś, bycia przy kimś. Dałem ponieść się chwili, jeśli to wszystko jest tylko snem nie chcą się budzić, a jeśli tak wygląda śmierć nie chcę żyć. Słyszałem tylko mlaskanie naszych ust i niespokojne oddechy które próbowały połączyć się w jeden. Chwyciłem Jacoba za bluzkę i delikatnie wciągnąłem go na siebie, moje ręce błądziły po jego ciele. JB zachłannie wpijał się w moje usta, od czasu do czasu przygryzając dolną wargę i obsypując pocałunkami moją szyję. Mój partner chwycił moją dłoń i przygniótł ją mocno do ziemi tak bym nie mógł nią ruszyć, drugą zaczął rozpinać moją koszulę a ustami przyssał się do mego jabłka adama. Kiedy koszula została rozpięta dłoń Jacoba błądziła po moich udach co przyprawiało moje ciało o dreszcze a członka o nerwowe pulsowanie i pełną gotowość do działania. Ocieraliśmy się o siebie jak dzikie zwierzęta złaknione pieszczot i czujące potrzebę bliskości, połączenia się. Nasze koszule już od dłuższej chwili leżały na skałach a my niczym w amoku tarzaliśmy się po piasku wymieniając pocałunki i pieszczoty. Nie zdawałem sobie sprawy z tego co czynię, moje paznokcie przebijały jego delikatną skórę a ciepła szkarłatna ciecz spływała po jego plecach. Nic gorszego wydarzyć się nie mogło moje działania stały się jeszcze bardziej agresywne, już teraz nie liczyło się tylko jego ciało, niczym dzika bestia rzuciłem się na niego. Widziałem w jego oczach miłość ale też pożądanie, musiałem szybko wrócić do rzeczywistości, przestać delektować się jego zapachem…
Rosalie, cipka, cipka Rosalie…
Nie pomaga… Może spróbuj inaczej?
Gdy otwierasz oczy widzisz przed sobą nagą Ros, nim dotarło do ciebie co się dzieje ona już leżała na tobie i wpijała się w twoje usta dostając przy tym ślinotoku jak w tedy gdy pierwszy raz po dwóch miesiącach niejedzenia zobaczyła Bambiego. Dłonią chwyciła twojego członka, który pod wpływem jej lodowatego dotyku skurczył się jeszcze bardziej… Usłyszałeś jej chichot a chwilę później poczułeś zaciskające się na twoim sprzęcie usta… Bleee
Ta wizja ostudziła mój zapał, przepraszająco spojrzałem w oczy Jacoba i bez słowa wstałem z ziemi.
-Na mnie już czas – Powiedziałem niepewnie i chwyciłem swoją koszulę. Nie czekałem na odpowiedź, czym prędzej odeszłam od niego i zniknąłem z zasięgu jego wzroku. W tedy straciłem panowanie rzuciłem się w dziki pęd do samochodu podczas którego założyłem koszulę. W tym tempie nie minęło 5 minut a ja byłem już na miejscu wsiadłem do auta, zrozpaczony uderzyłem głową o kierownicę. Nie mogłem tu zostać, odjechałem…


Głosuj (5)
20:15:56 5/07/2010 [komentarzy 11] Komentuj

Rozdział IV: Ona już wie!

-Alice! Alice gdzie jesteś do kurwy nędzy –Krzyknąłem poirytowany i rozdrażniony tym czekaniem na środę.
-Tutaj Edwardzie, do kurwy nędzy – Usłyszałem odpowiedź z salonu do którego właśnie wchodziłem. Bez chwili namysłu podbiegłem do Alice i usiadłem jej na kolanach.
-Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. – Powiedziałem uśmiechając się szeroko.
-Mmmm, zainteresowałeś mnie, cokolwiek by to nie było należę do ciebie. –Powiedziała Alice odchylając mnie do tyłu jak małe dziecko a ja zaśmiałem się radośnie.
-Wyrwijmy się stąd na 24godziny. Tak jak dawniej za starych dobrych czasów, tylko ty i ja. –Błagałem robiąc kocie oczy.
-Nie wiem Edwardzie czy powinniśmy wiesz jak to się zawsze kończyło… - Nim Alice skończyła zdanie oboje leżeliśmy na ziemi, ja odsunięty dobrych parę metrów od ściany a ona pod kanapą. Na niej siedziała Rosali i z całej siły wymierzała coraz to nowe ataki w twarz dziewczyny.
Chyba powinienem zawołać chłopaków i ring z budyniem czekoladowym.
Czasami ciebie nie poznaje i myślę że jesteś hetero.
-Ty suko , ty dziwko, stara kurwo – Rosali działała niczym w afekcie a ja nie wiedziałem co się dzieje. Jedynie odruchowo rzuciłem się na nią i ściągnąłem ją z Alice która nie wiedziała co robić.
-Rosali pojebało cię? –Spytałem siedząc na niej i trzymając za nadgarstki.
-Teraz już wiem czemu mnie nie chciałeś, wolisz posuwać tą szmatę w lesie niż mnie w domu czy jakimkolwiek innym miejscu. Teraz już wiem dlaczego ci nie stawał, pewnie ta kurwa brała cię gdzie i kiedy chciała! –Oniemiałem, z resztą podobnie jak Alice która nie była w ogóle w temacie.
-Ciebie pojebło kobieto?! – Wykrzyknąłem hamując się od wymierzenia jej policzka. – Widzisz, nie każdy sprzeda swoje ciało i duszę za poczucie odrobiny chuja w sobie.
-Edward o co jej chodzi? – Spytała zmieszana Alice wyraźnie zaniepokojona całą sytuacją i ściągająca mnie z niej.
-Widzisz moja droga Alice, Edzio nie tylko ciebie posuwa, ostatnio szmaci się z jakąś pindzią która jebie szarym mydłem? – Powiedziała Rosali z wrednym uśmiechem skierowanych w moją stronę. Ja tylko opadłem na kanapę i puknąłem się w głowę, Gdyby ona wiedziała…
-Edwardzie Cullen, czy prawdą jest że po 100 latach bycia samotnikiem znalazłeś w reszcie kogoś? – Alice uśmiechnęła się do mnie, wyglądała jak by chciała abym się żenił, a raczej jak gdybym miał wyjść za mąż.
-Alice, znasz naszą kochaną Rosalkę, naszej siostrzyczce szaleją hormony i chyba Emmett jej nie zaspokaja, albo najzwyczajniej w świecie powinna mieć okres.  –Powiedziałem kpiąco a Alice opadła koło mnie na kanapie i wtuliła się we mnie tłumiąc śmiech.
-Zobaczymy kto się będzie śmiać Eddi – Powiedziała  z ironicznym uśmiechem. Na jej nieszczęście umiem czytać w myślach i wiem jak bardzo czuła się upokorzona w tej chwili.
-Oj Edwardzie, nie poznaję cię. Wyostrzył ci się żarcik, chodzisz uśmiechnięty.. Kim jest ta szczęściara? – Al Przygryzła wargi jak gdyby spodziewała się pikantnych opowieści, a ja niestety ją rozczarowałem mówiąc że nie mam na oku żadnej dziewczyny i że naprawdę nie mam zamiaru mieć.  –Masz racje, wyrwijmy się stąd na polowanie, chyba nam obojgu się to przyda. – Z takiego obrotu sytuacji cieszyłem się jak szalony, wiedziałem że wrócę w środowe południe i że od spotkania z Jacobem będą mnie dzielić zaledwie ułamki sekund. Tak jak miałem w planie, położyłem na krześle starannie dobrane ciuchy do przebrania gdy wrócimy i zszedłem na dół czekając na Alice która miała pójść pożegnać się z resztą i powiedzieć że wybywamy. Mniej więcej po godzinie spokojnie wyszliśmy z domu a Ali wpatrywała się ze mnie z nieukrywanym zaciekawieniem. Nim się obejrzałem byliśmy na miejscu naszych łowów ale zanim ruszyliśmy w poszukiwaniu zwierzyny Alice chwyciła mnie za ramię i spojrzała głęboko w oczy.
-Edward, wiesz że możesz mi o wszystkim powiedzieć? – Nie uległa, nieustannie wpatrywała się we mnie oczekując wybuchu emocji w przypływie których wszystko jej powiem jak na spowiedzi.
-Wiem Alice, ale… nie jestem jeszcze na to gotów. To jest wielki cios dla mnie, teraz wszystko się zmienia. Sam jeszcze nie do końca to rozumiem. – Powiedziałem szczerze patrząc jej w oczy. Nawet nie próbowałem się opierać.
-Edwardzie… zakochałeś się? – Zagryzłem dolną wargę i nie wiem dlaczego pokiwałem potakująco głową. – Eddi, cieszę się że w końcu masz szanse na takie szczęście jakie spotkało nas. Wiem że wyda ci się to nietypowe a nawet dziwne… Ale wyczekiwałam momentu by móc ci to powiedzieć. – Alice przytuliła się do mnie i pocałowała w policzek.
-Niestety, to wszystko jest zbyt skomplikowane, ja sam nie rozumiem tego co się ze mną dzieje… Zacząłem przejmować się rzeczami na które nigdy wcześniej nie zwracałem uwagi… A najbardziej przeraża mnie to że wiem… że to jest cholernie jednostronne uczucie.  – powiedziałem rozżalony i usiadłem na ziemi.
-A skąd wiesz że jednostronne? Pewnie jak zawsze wyolbrzymiasz, przecież za tobą latają wszystkie panny, i gdy tylko mogą delektują się twoim zapachem. – Powiedziała puszczając do mnie oczko.
-Szczęście w nieszczęściu jest takie że tym razem jest inaczej. –Powiedziałem przeczesując włosy palcami.
-No i może właśnie dlatego tak bardzo ciągnie cię do tej dziewczyny – Alice usiadła obok mnie i przytuliła mocno jak gdyby chciała powiedzieć mi że mam jej wsparcie.
Ta, dziewczyna.
Chyba pierdolona Miriam z chujem po kolana.
-Alice proszę skończmy ten temat, mam ochotę się najeść do tego stopnia że przez tydzień się nie ruszę. -Nie czekając na odpowiedź wstałem i pobiegłem w głąb lasu mając nadzieję  że to strąci Al z pantałyku i nawet jeśli mnie dogoni nie wróci na temat „dziewczyny” która skradła moje serce a członka przyprawia o paraliż w pozycji stojącej. Już jutro mam spotkać się z Jacobem ale żeby do tego doszło muszę być w 100% opanowany i nie może być we mnie nawet odrobiny dzikiej nieopanowanej bestii jaką tak naprawdę jestem, albo inaczej, muszę stać się kimś kim nie jestem bo jak to powiedział William Shakespeare „Bestia najgorsza zna nieco litości, lecz ja jej nie znam, więc nie jestem bestią.” Sam fakt że myślę o sobie w tych kryteriach powoduje to że staję się coraz bardziej nieprzewidywalny i nieopanowany mogę skrzywdzić osobę na której mi zależy będąc w dzikim afekcie jak dzisiaj Rosalie. Niewyjaśnionym i trudnym do opanowania, działający chwilę a powodującym straty na całe życie i moją marną egzystencje. Musiałem urwać te myśli jednocześnie wgryzając się w szyję swojej ofiary…


Głosuj (8)
20:26:08 30/06/2010 [komentarzy 17] Komentuj

Rozdział III: Pierwszy raz nie musi boleć.

O jasna cholera co ty kurwo zrobiłeś?
Nic się nie stało, nie mogło się stać.
Ta jasne, zobacz to co zniszczyłeś.
Nie mogłem uwierzyć własnym oczom pod moim Volvo był zniszczony motor, a parę metrów od maski leżał mój cud w całej swojej nieprzytomnej okazałości. Jego włosy nie sięgały już nawet ramion  był dość krótko przystrzyżony co dodawało mu jeszcze większego uroku. Ta niesforna czupryna pozwoliła mi wpatrywać się w jego śpiącą, słodką twarz i napawać się jego piżmowym zapachem który doprowadzał mój umysł i ciało do obłędu. Czułem jak wszystko we mnie pulsuje i zaczyna się  pobudzać na samą myśl o tym co mógłbym teraz zrobić. Delikatnie i niepewnie mogłem się do niego zbliżyć, ukucnąć przy nim i dotknąć jego twarzy, wyglądał tak słodko że nie zdawałem sobie sprawy z tego co zaszło, liczył się tylko on, jego ciało i to że był przy mnie, ta chwila mogła trwać wiecznie, oddał bym wszystko by już zawsze był w zasięgu mojej ręki i nie sprzeciwiał się gdy oplatam go palcami. Taki słodki i bezbronny, niewinny, kruchy i delikatny skazany na mnie i na to co zrobię. Moja ludzka strona się odezwała, a rozsądek kazał zabrać go do lekarza. Mimo tego że był dość sporym chłopakiem nie miałem problemów z jego podniesieniem, w takich chwilach wampirza siłą się przydawała. Położyłem mojego anioła na tylnym siedzeniu a później wyciągnąłem motor spod auta tak by móc spokojnie ruszyć w drogę. Nie wiedziałem czy mu nic nie jest więc musiałem jak najszybciej zawieźć go do osoby która niewątpliwie będzie mu w stanie pomóc.
Ty pieprzony gnoju mogłeś go zabić!
Ale żyje.
Ale mogłeś go zabić zjebie pierdolony!
Dopiero teraz zaczęło do mnie docierać co się stało, obwiniałem się za ten cały wypadek, i nie dopuszczałem nawet do siebie myśli że z drugiej strony przecież i on widział że pędzi przed nim jakiś baran który myśli o niebieskich migdałach i fujarze faceta. Byłem tak głupi że nawet nie patrzyłem na drogę i potrąciłem faceta moich marzeń, tylko ja byłem do tego zdolny, a to w cale nie był powód do szczęścia.
Baran, baran, baran.
Gdy wyjeżdżałem z terenu rezerwatu poczułem ulgę, usłyszałem na tylnym siedzeniu mamrotanie i ciche syczenie. Momentalnie zatrzymałem się na poboczu i odwróciłem do tego słodkiego bruneta który ku mojej radości odzyskiwał przytomność i wydawał się nie ponieść żadnych większych obrażeń. Delikatnie dotknąłem jego rozpalonej skóry, przejechałem wierzchem dłoni po policzku i zjechałem palcami na szyję starając się zapamiętać każdy milimetr jego ciała. Patrzyłem jak rozchyla powieki i miałem nadzieję że zamiast zmieszania ujrzę w jego oczach szczęście, świadczące o tym że i on liczył na spotkanie ze mną. Niestety patrzył na mnie i na to co wyprawiam z nie lada zdziwieniem i zniesmaczeniem, chyba nie wierzył w to co widzi bo zamknął oczy i otworzył je po chwili z wyraźną nadzieją na zły sen.
-Kim ty kurwa jesteś… i co wyprawiasz do jasnej cholery? – mój anioł był w wyraźnym szoku, a jego słowa wyrwały mnie z zamyślenia i doprowadziły do jawnego zakłopotania. Musiałem jakoś z tego wybrnąć więc jak gdyby nic ściągnąłem z niego dłoń i wymyślając najprostsze rozwiązanie które wydawało się w miarę logicznym.
-Najzwyczajniej w świecie próbowałem ciebie ocucić. – Nie mogłem przestać o nim myśleć, ale jednocześnie próbowałem odpędzić od siebie te myśli bo czułem jak krew napływa mi w każdy najmniejszy fragment mojego ciała.
Ta cuciłeś… Cud że mu migdałków nie wessałeś robiąc usta usta.
-Ja pierdole, moja głowa… Co się do jasnej cholery stało? –Pytania chłopaka były zadziwiająco normalne, i dzięki bogu nie drążył dalej tematu dotykania. – Gdzie jestem?
-U mnie w samochodzie, wiozłem cię do lekarza. Mieliśmy wypadek, znaczy ty miałeś… widzisz byłem zbyt rozpędzony i nie zdążyłem wyhamować, twój motor nadaje się do kasacji, ale obiecuję że ci kupię nowy… lepszy. Nie ma konieczności wzywać ubezpieczyciela wszystko załatwimy między sobą. –Mówiłem jak gdybym oszalał, język mi się plątał a ja chyba nie myślałem bo nadal zachwycałem się jego cudowną twarzą i boskim ciałem. Wiedziałem że nie możemy nikogo wezwać do oszacowania strat bo to może być koniec naszej przygody.
-Ja pier… W ogóle kim ty człowieku jesteś? –Mimo że wypadek wyglądał na poważny młody mężczyzna wydawał się być w jednym kawałku.
-Jestem Edward Cullen – Odpowiedziałem licząc że i on się przedstawi by nie musieć go szykanować tym cholernym „on” czy „jego”.
-Tak więc Edwardzie… -zaczął chłopak nim zdążyłem mu przeszkodzić.
Boże jak on seksownie powiedział „Edwardzie”
-Może zanim cokolwiek jeszcze powiesz przedstaw się, i pozwól zawieść siebie do lekarza? – Powiedziałem martwiąc się szczerze, na pierwszy rzut oka było wszystko ok, ale z drugiej strony to zawsze 15 minut dłużej przy nim.
-Spokojnie, nic mi nie jest. A nazywam się Jacob Black – Po raz pierwszy widziałem jak przez jego twarz przemyka uśmiech, słaby bo słaby ale uśmiech. Nie był zły i nie wściekał się, był taki słodki i niewinny jak nikt kogo znałem. Bardzo chciałem być wobec niego fair więc ciągle trzymałem się na dystans i nie próbowałem wczytywać się w jego myśli.
-To może pojedziemy coś zjeść i porozmawiamy… Musimy dogadać co z tym motorem. Ty mi powiedz jaki chcesz a ja się tym zajmę. –Grałem na czas, każda sekunda się liczyła chciałem by przy mnie był, chociaż ten jeden jedyny raz. On tylko skinął głową i pewny siebie wysiadł z samochodu by chwilę później usiąść na przednim fotelu pasażera. Dłuższy czas jechaliśmy w milczeniu, a ja nie mogłem już dłużej tego znieść, więc przestałem się opierać się pokusie i zacząłem wsłuchiwać się w jego myśli.
-„Kiedy mnie obmacywał nie był taki cichy”
Nie mogłem nic zrobić ani powiedzieć, mimo to czułem że zalewam się rumieńcem i zacząłem wymuszać kaszel aby odwrócić jego uwagę od tych myśli.
-Nic ci nie jest Ed? – Jackob spytał mnie jak gdybyśmy znali się od zawsze. Rozpływałem się i tera ja zacząłem wspominać moją dłoń na jego twarzy.
-Nie nic. - odkaszlnąłem - Tylko się zakrztusiłem… Ed? – Spytałem z zawadiackim uśmiechem i poruszyłem brwiami.
-Wybacz Edwardzie, obiecuję że to się już nie powtórzy. – Mój, a nawet nie mój anioł puścił do mnie oczko dając wyraźnie do zrozumienia że również ma ochotę na żarty. Chyba że skacze mu powieka a ja źle odebrałem ten znak.
-Ależ dlaczego JB, mi się to nawet podoba  - Tym razem to ja puściłem mu oczko z kokieteryjnym uśmiechem. Nie wiem co mną kierowało ale czułem że musze to zrobić. Modliłem się też żeby moja samokontrola była na tyle silna bym się na niego nie rzucił i zachował twarz.
-Hmmm Ed, bo pomyślę że próbujesz się ze mną spoufalać. – Jacobowi z twarzy nie znikał uśmiech, nie mogłem uwierzyć że znamy się parę minut.
Rozmowa się jakoś toczyła, wymienialiśmy zgryźliwe uwagi poglądy a nawet czasami leciały podteksty erotyczne których żaden z nas starał się nie zauważyć. Byłem chyba naprawdę szczęśliwy, po raz pierwszy z kimś tak dobrze się dogadywałem i nie chciałem tego zepsuć. Moje nozdrza zachłannie wdychały jego zapach a dłonie starały się go dotknąć by choć na chwilę pachnieć jak on. Gdy w reszcie dojechaliśmy do jednej z miejskich restauracji usialiśmy naprzeciw siebie jak stare dobre małżeństwo i zamówiliśmy po szklance coli i hamburgerze. Do tego czasu usta się nam nie zamykały, ale gdy weszliśmy do pomieszczenia ponownie zapadła niezręczna cisza. Znowu wkradłem się w jego myśli, zacząłem się obawiać że to jedyny sposób by zacząć z nim rozmowę.
-„Kuźwa ja szedłem skakać z klifu a nie na randkę z facetem.”
-Pewnie przeszkodziłem ci w czymś cholernie ważnym Jacob przepraszam, obiecuję że ci to jakoś wynagrodzę.
I co ja kurwa mogę zrobić? Chyba loda a i tak niewiadomo czy mu się spodoba.
-Nie, no co ty… Chciałem skoczyć tylko do wody.  –JB wgryzł się zachłannie w bułkę połykając na raz ¼.
-Jak to chciałeś skoczyć? Czekaj… aaa z tego klifu? –Spytałem głupio patrząc jak chłopak pożera zawartość swojego talerza. I machinalnie przejechałem językiem po wargach wyobrażając sobie że z taką samą zachłannością całuje moje usta. Mój członek już nie wytrzymywał tego napięcia wiec mocno go zdusiłem i pomyślałem o rozwartych biodrach Rosalie – Ble
-Coś się stało? – Spytał Jacob kończąc hamburgera i wycierając usta. Był wyraźnie zmieszany jak gdyby to „Ble” było o nim bądź do niego.
-Wybacz, wróciłem do porannych myśli jak moja siostra rozkłada nogi przed swoim facetem… Mówię ci to totalna nimfomanka, gdzie by nie stanęła to by się rżnęła. –Powiedziałem zrzucając wszystko na Rose, w końcu to wszystko wina kobiet.
-Hej, to ty może przedstawisz mi tą swoją siostrę co, w tedy jesteśmy kwita z motorem. – miałem wrażenie że Jacob mówi serio bo zachował przy tym śmiertelną powagę. Mimowolnie się skrzywiłem a on wybuchnął śmiechem – No chyba nie myślisz że bzykam wszystko co się rusza?
-Nie no… jak chcesz mogę ci ją przedstawić – powiedziałem udając twardego mimo że serce pękało mi w każdym możliwym miejscu.
-Daj spokój, już mam kogoś na oku… – JB upił łyk coli próbując zasłonić szeroki uśmiech.
-„Ta osoba ma przepiękne oczy, niesforne włosy i zajebieście podniecający…”
Kurwa Eddi nie czytaj jego myśli, to jest szczyt masochizmu w twoim wykonaniu szczególnie gdy myśli o jakiejś panience która ma zajebiście podniecający tyłek, a tobie staje gdy czujesz ten jego słodki piżmowy zapach…
-Szczęściara z tej dziewczyny, to ta spod szkoły? –Spytałem szczerząc zęby, w tej chwili byłem gotowy zabić tą dziewczynę, wyssać z niej krew i skręcić kark gdy jest jeszcze na tyle silna by uciekać.
-Że co?! –Jacob był wyraźnie zdziwiony tym pytaniem –Skąd, jak… - Nie wiedział sam co powiedzieć był zmieszany i nawet nie mógł tego ukryć.
-To jaki chcesz ten motor? Musze wiedzieć żeby ściągnąć… porządnego nie da się tutaj dostać. – Powiedziałem mając nadzieję że to sprytna zmiana tematu, a mój partner to szybko łyknie.
-Co ty pierdolisz stary jaki motor? Zgruzowałeś mi starego ledwie ciągnącego grata, jeszcze powinienem ci za to dziękować bo on się nadawał tylko na złom ale sentyment mi na to nie pozwalał, uwolniłeś mnie od niego.  – chłopak powiedział z uśmiechem jak gdyby naprawdę się cieszył że to koniec jego przygody z tym motocyklem. Ale dla mnie to nie była dobra wiadomość, mogło to znaczyć tyle że to jest koniec naszej znajomości.
-No ale, głupio tak, jakaś rekompensata ci się za to należy. –Próbowałem zatrzymać go przy sobie, jego boski zapach i rozmarzone spojrzenie gdy mówił o tej dziewczynie. Bolało mnie to ale jak by nie patrzeć, w miłości nie liczy się twoje szczęście tylko tej drugiej osoby, jej bezpieczeństwo, uśmiech i wszystko co najlepsze.
-Zapłacisz za hamburgery i cole. Będziemy kwita, no i może pożyczysz mi swoją kurtkę bo zajebiście mi piździ. –To drugie powiedział z uśmiechem, chwilami miałem wrażenie że próbuje mnie poderwać.
-Nie ma sprawy, już teraz mam ją z siebie ściągnąć? –Spytałem z uśmiechem i oparłem brodę na dłoni nieustannie patrząc mu w oczy.
-Liczyłem że pozwolisz mi zrobić to samemu. – Mój towarzysz puścił do mnie oczko i wstał od stołu. Podszedł do mnie od tyłu i nachylił się nade mną powoli rozpinając mi kurtkę. Czułem jak dotyka mojej klatki piersiowej, a raczej delikatnie przejeżdża po niej opuszkami palców. Delektowałem się chwilą gdy jego nozdrza intensywnie pracują i jak wydycha powietrze prosto w moją szyję. Oddałem się temu i odchyliłem delikatnie głowę do tyłu jednocześnie ściągając łopatki by umożliwić mu wyjęcie moich rąk z kurtki. Później bez słowa wsunął ją na siebie i wrócił na swoje miejsce.
O Boże, o kurwa Boże, on mnie dotykał… On mnie dotknął tak delikatnie… o kurwa!
-I co cieplej? –Spytałem z uśmiechem.
-No właśnie nie wiem dlaczego ale mam wrażenie że jesteś zimny jak lód bo kurtka jeszcze zamiast grzać chłodzi. – No tak, moja przeklęta temperatura ciała, jak ja mogłem o tym zapomnieć?
-Cóż nie mówiłem że grzeję jak mały koloryferek. – Powiedziałem spokojnie.
-Kaloryfer to ja ci może kiedyś pokażę – Powiedział Jacob z uśmiechem – Słuchaj już jest ciemno za oknem a ja obiecałem ojcu że wrócę za jakieś dwie h… nam tutaj zeszło już chyba z 5, mógłbyś mnie odwieść do La Push?
-Jasne, to co wsiadamy do auta? – Spytałem z uśmiechem wstając i podchodząc do baru by zapłacić. Gdy to zrobiłem klepnąłem JB w plecy a ten wstał i ruszył w stronę wyjścia. Wystarczyło by nasze usta na chwile zamilkły i cofaliśmy się do punktu wyjścia, żaden nie zaczynał rozmowy a my jechaliśmy w milczeniu słuchając radia. Słyszałem że Jacob cicho podśpiewuje co wywołało uśmiech na mojej twarzy. Przez całą drogę myślałem o wydarzeniach dnia i cisnęło mi się na usta pytanie czy się jeszcze zobaczymy. Zatrzymałem samochód przy jego domu a on cicho wyszeptał
-Dowidzenia Edwardzie. Dzięki za podwózkę. -  Uśmiech z jego twarzy zniknął i powoli zaczął ściągać moją kurtkę. Widziałem że po raz ostatni nim to zrobił wziął głęboki wdech jak gdyby chciał zapamiętać jej zapach.
-Dowidzenia Jacobie. – Odpowiedziałem ze smutnym uśmiechem i wyciągnąłem ku niemu dłoń. Nie mogłem przecież robić scen i błagać go by nie odchodził.
-A może… wyskoczymy do kina albo na pizze? – JB spytał o to gdy już był dobrze oddalony od samochodu.
-Jasne, może jutro o 14?  - Spytałem z uśmiechem mając nadzieje że krzyknie „tak”
-Jutro nie mogę, najwcześniej we środę. – Westchnąłem cicho ale skinąłem głową.
-To w środę o 16? – Spytałem z nadzieją w głosie.
-Dobra to jesteśmy umówieni.– Krzyknął stojąc przy drzwiach.
Przyjadę po ciebie i zdecydujemy co robić. – Odpowiedziałem a Jacob zamknął za sobą drzwi.
Ja bez chwili namysłu wbiłem wsteczny i wyjechałem na drogę. Następnie bieg i prosto do domu by jak najszybciej móc się położyć i myśleć o dniu dzisiejszym i środzie. Nie wiem jak trzymam prawie 4 dni, ale na pewno sobie nie odpuszczę tego spotkania. Droga minęła szybko w wejściu do domu krzyknąłem tylko „Jestem” i pobiegłem do siebie z kurtką przerzuconą przez ramie. Rzuciłem się na łóżko a na poduszce położyłem chwilę temu noszoną przez JB kurtkę, zatopiłem w niej twarz wdychając piżmowy zapach i oddając się temu bez reszty. Poczułem na sobie ciężar i rękę na swoim pośladku.
-Mmmm Eddi może teraz masz więcej werwy niż rano. –Czułem jak jej ręka przesuwa się z pośladka na udo a później szuka mojego członka. Jak zwykle mnie to wkurwiło ale tym razem do granic możliwości. Zrzuciłem ją z siebie jak starą szmatę i stanąłem nad nią. – Mmm Eddi nie myślałam że lubisz takie zabawy.
-Kurwa ty naprawdę jesteś pierdolnięta czy tylko taką udajesz? Nie podniecasz mnie, nie podobasz mi się i nigdy chociaż była byś ostatnią osobą na świecie nie przelecę ciebie. Dotarło?! – Patrzyła na mnie z dołu i wyglądała jak gdyby miała się zaraz rozkleić. Jednak ja nieugięcie wskazywałem jej palcem drzwi. Rosali wstała i ostatni raz tego wieczora rzuciła mi pogardliwe spojrzenie.
-No i dobrze że cię nie podniecam, śmierdzisz jak nigdy wcześniej… Musiał byś naprawdę wziąć długa kąpiel i wylać na siebie butelkę najmocniejszych perfum bym zwróciła na ciebie uwagę. – Po tym wyszła trzaskając drzwiami tak ze na pewno wszyscy domownicy to usłyszeli. Ja zaś cieszyłem się tym faktem, mogłem w reszcie spędzić chwilę sam ze sobą i pomyśleć ponownie o dłoniach JB który opuszkami palców muska moje piersi. Dodałem do tego kolejną nieziemsko podniecającą wizję. Wyobraziłem sobie jak rozpina mi koszulę i obsypuje pocałunkami moją klatę…


Głosuj (4)
eternallyalive 22:58:30 25/06/2010 [komentarzy 9] Komentuj

Rozdział II: Zasady są po to aby je łamać

Kiedy za oknem dostrzegłem pierwsze promienie słońca musiałem wrócić do rzeczywistości i w końcu przestać marzyć o ciele chłopaka który doprowadził mnie do wrzenia. Spodziewałem się że mimo mojej zmiany rutyna panująca w domu się nie zmieni i za chwilę do mojego pokoju wbiegnie uradowana Rose która bez chwili zastanowienia rzuci się na mnie i zacznie uderzać z impetem w moje piersi. Spokojnie patrzyłem na zegarek oczekując mojej siostry, ale ku mojemu zdziwieniu spóźniała się. O dziwo na korytarzu również nie słyszałem żadnych dźwięków więc spokojnie się przebrałem i wszedłem do salonu. Ku mojemu zdziwieniu i tam nikogo nie zastałem i szczerze cieszyłem się z tego powodu, wiedziałem że mam chwile dla siebie i swoich myśli, mogę jeszcze przez jakiś czas oddać się marzeniom i przyjemności jakiej to towarzyszyło. Wolnym krokiem udałem się do pokoju muzycznego i usiałem przy fortepianie. Zrobiłem to co dyktowało mi serce bardzo powoli przejechałem dłonią po klawiaturze próbując przypomnieć sobie ten sam zapach piżmu co zeszłej nocy. Wolno i delikatnie zacząłem naduszać klawisze jak gdyby były ciałem mojego kochanka, jak gdybym pieścił go w ten sposób. Ponownie oddałem się w sferę marzeń, wyobraziłem sobie kolejne pocałunki pieszczoty a nawet fellatio w jego wykonaniu i moją dłoń zaciskającą się na jego włosach. Mój penis ponownie był gotowy do działania a ja nerwowo zacząłem poruszać biodrami próbując sobie ulżyć. Zatraciłem się w tym całkowicie ciągle wygrywając melodię oddającą moje wczorajsze emocje, nic poza tym nie istniało aż do momentu gdy poczułem zaciskającą się dłoń na moim ramieniu.
-Edwardzie Cullen, tego się po dobie nie spodziewałam… Co cię doprowadziło do… takiego pionu – Moje rozmyślania przerwała Rosali która bez mniejszego ostrzeżenia wparowała do pokoju muzycznego najwyraźniej wracając z miejsca w które nie byłem zaproszony
Znowu ta suka czego ona chce?
Zrobić ci loda idioto.
-No tak Rosalie, któż inny mógł by mi przerywać taką chwilę jak nie ty. –Powiedziałem obojętnie jak gdyby nigdy nic.
-No co ty Eddi, oboje wiemy że cieszysz się na mój widok, i on chyba też – Ross nie czekała na odpowiedź, w swoim naturalnym wampirzym tempie usiadła mi na kolana jak gdyby próbowała się nadziać na mojego członka.
Skąd ona się urwała.
I co do jasnej cholery wyprawia, mój wacek na samom myśl flaczeje.
Tak, ona jest najlepszym środkiem antykoncepcji.
Szparka cipka i jest flak na kutasa chcicę masz
-I widzisz mój cały wysiłek by stał poszedł na marne bo wcięłaś mi się w przyjemne myśli. –Powiedziałem z wrednym uśmiechem i pocałowałem ją w czoło. Nie dało się ukryć że zrobiłem to z niebywałą satysfakcją a ona zdziwiona spojrzała na mnie jak na trędowatego.
-Tak, albo najzwyczajniej w świecie wczoraj się tak zmęczyłeś ze dzisiaj nie masz siły na działanie Eddi – Rosali nie pozostała mi dłużna, była zwolenniczą zasady oko za oko ząb za ząb, ale ta odpowiedź mnie wyjątkowo zaskoczyła.
Mówiłem ci żebyś nie jęczał w domu pełnym wampirów.
Weź się zamknij skąd mogłem wiedzieć że podsłuchuje?
Wymusiłem uśmiech i próbowałem nie zalać się rumieńcem więc spokojnie wstałem zrzucając ją z siebie i patrzyłem jak na robaka.
-Widzisz Rosie myśli o kimś potrafią doprowadzić do tego czego ty nie możesz osiągnąć padając na kolana chcąc polerować moje berło.
Po tych słowach wstałem i wyszedłem ostatni raz patrząc na jej zażenowaną minę. Satysfakcjonował mnie taki rozwój sytuacji i nie byłem w stanie tego ukryć. Niestety wiedziałem że nie jestem w stanie oprzeć się myśleniu o przepięknym ciemnowłosym chłopaku więc po raz kolejny bez słowa uciekłem z domu. Na szczęście tego dnia nie było takiego słońca jak zapowiadali, bez obaw mogłem wsiąść w moje volvo i spokojnie odjechać z dala od tego miejsca. Nie śpieszyło mi się, wolno jeździłem dookoła miasta łudząc się że ponownie będzie mi dane spotkać mojego Adonisa. Jak zawsze, musiało dojść nawet w moim przypadku do oświecenia, ale tym byłem zdziwiony. Przypomniałem sobie wygląd chłopaka i jego boski kolor skóry widziałem w pamięci jego indiańskie rysy twarzy a w tedy z całej siły nadusiłem pedał gazu i skierowałem się w stronę rezerwatu La Push. Dobrze wiedziałem że nie mamy tam prawa przebywać, mimo to byłem gotowy zaryzykować, uznałem że to może być jedyna szansa by spotkać moją miłość? Dla pewności zatrzymałem się przed granicą wziąłem głęboki wdech ale ani na moment nie cofnąłem się i ponownie przycisnąłem gaz. Wolno ale nerwowo przemierzałem zakazany teren rozglądając się uważnie czy aby nikt nie zwrócił na mnie uwagi. W głowie błądzimy mi myśli o tym co by było gdyby i chyba byłem gotowy stanąć przed tym wyzwaniem. Było tak do momentu gdy dojechałem do wysokiego klifu z którego skakało paru facetów w mniej więcej w moim wieku.
No stary, to teraz wypatruj czy w tej grupie jest to ciacho.
Nie czułem ani zapachu ani nie widziałem tego który w jednej chwili pobudził moje zmysły do działania. Ale czekałem łudząc się że to się szybko zmieni i dołączy do grupy chłopaków ryzykujących swoje życie dla chwili adrenaliny. Czas mijał nieubłagalnie sekundy, minuty a nawet chyba godziny, nie wiedziałem czy jest sens czekać bo w żaden sposób nie zapowiadało się na przyjście tego którego wyczekiwałem.
Cholera naprawdę cię pojebało on nie przyjdzie.
Będzie, on musi się tu zjawić, wcześniej czy później.
To czekanie nie ma sensu, jeśli masz go spotka to i tak do tego dojdzie… Poza tym przypominam ci kurwa to jest facet!
Tak, nie byłem w stanie już dłużej czekać, a głos który mnie tak cholernie wkurwiał niestety miał rację. Oszalałem na punkcie faceta i jeszcze złamałem zasady przez które może wyniknąć niezła jadka, musiałem wiać stąd póki nikt mnie nie zobaczył i póki nie posunąłem się do desperackich kroków zakochanej panienki. W końcu jakie jest prawdopodobieństwo że tamten facet jest homoseksualny albo bi… Jakie jest prawdopodobieństwo że będzie mną zainteresowany chociaż przez minutę przez cholerną minutę która dała by mi szansę na szczęście. Na cholerne szczęście którego szukam od zawsze przed którym uciekałem oszukując samego siebie wmawiając sobie że nikogo nie potrzebuję i że jest mi dobrze tak jak jest. Nie dawałem rady wiec wycofałem samochód i ruszyłem tą samą drogą którą jechałem wcześniej byłem rozpędzony i nawet nie zdążyłem wyrwać się z otaczającej moje myśli mgły gdy uderzyłem o coś z impetem. Pośpiesznie wysiadłem z samochodu, a to co zobaczyłem wywołało u mnie przerażenie.
O jasna cholera co ty kurwo zrobiłeś?
Nic się nie stało, nie mogło się stać.
Ta jasne, zobacz to co zniszczyłeś.

***

Notka for Ara :*


Głosuj (4)
eternallyalive 21:29:41 20/06/2010 [komentarzy 11] Komentuj

Rozdział I: Obserwacje zewnętrzne i chwila szczęścia z samym sobą.

Wydawało mi się że dobrze znam siebie, swoje myśli, marzenia pragnienia i fantazje. Wydawało mi się że wiem czego chcę w swoim życiu, podobno wiedziałem co jeszcze chcę zobaczyć i zdobyć. Nie obchodziło mnie nic prócz rodziny i zachowania swojej tożsamości. Tożsamości która tak naprawdę był skrywana przez wszystkie lata kłamstw i oszukiwania samego siebie. Dowiedziałem się tego wszystkiego po ponad 100 latach swojej egzystencji i miałem nadzieję że teraz będę już naprawdę szczęśliwy jako prawdziwy ja a nie tylko skrywanym za maską Edwardem C. To co się stało było dla mnie szokiem, nigdy nie spodziewałem się że uszczęśliwi mnie to co dla tak wielu osób było skandalem i czymś nie do pomyślenia. Ja jestem szczęśliwy i teraz tylko to się dla mnie liczy.
Od kiedy pamiętam nigdy nie przykuwałem uwagi do osób śmiertelnych, nigdy nie miałem dziewczyny, nigdy nie miałem nikogo bliskiego poza rodziną. Od dłuższego czasu mieszkaliśmy w Forks i mimo iż było tu wiele ciekawych osób nigdy na nikogo nie zwróciłem uwagi. Czasami zastanawiałem się jak by to było poznać kogoś kto doprowadził by moje nieruchome serce do bicia bądź bynajmniej postawił moje przyrodzenie jak na filmach mojego ulubionego gatunku. Często rozmawiałem z Rosalie dlaczego nikogo nie mam mimo iż jestem dość atrakcyjny i wiele wampirzyc chciało spędzić ze mną kolejne wieki. W takich chwilach zawsze jej odpowiadałem że nie jestem gotowy na związek i szybko zmieniałem temat na jej stosunki z Emmettem. Ta wbrew pozorom lubiła, nie kochała opowiadać o ich przygodach erotycznych i nowych fantazjach które ma zamiar spełnić w najbliższym czasie. Ta kobieta mnie zadziwiała, i często miałem wrażenie że rozmawiam z tanią prostytutką bądź boginią seksu, chodzącą kamasutrą znawczynią wszystkich tajników miłości. Chwilami miałem nawet czelność sądzić że wyolbrzymia, ale gdy proponowała że mi też może pokazać na co ją stać szybko rezygnowałem wmawiając sobie i jej ze jesteśmy rodziną i to jest niedopuszczalne. Muszę przyznać, jak na kobietę była nieziemsko seksowna szczególnie gdy padała przede mną na kolana chcąc skusić na chwilę przyjemności. Tak czy siak nigdy do niczego niedoszło bo najzwyczajniej w świecie nie pociągała mnie w żaden najmniejszy sposób. W takich chwilach najzwyczajniej wstawałem i wychodziłem ze swojego pokoju na długi spacer zastanawiając się jak to jest że nie czuję podniecenia patrząc na wpółnagą boginię. Martwiłem się sam sobą, czułem że nie wszystko jest ze mną w porządku, a może martwiłem się tym że wszystko jest jak w najlepszym? Jak by nie patrzeć, tego wieczoru było tak samo, wolnym krokiem przemierzałem las gdy nagle doszedłem do ulicy głównej a następnie bez chwili namysłu znalazłem się na środku miasta i spokojnie mogłem usiąść na jednej z ławek.  Przechodziło koło mnie wiele osób, starszych, młodszych, facetów i kobiet, co jakiś czas siadała na pobliskiej ławce grupa dziewczyn chichoczących na przemian i puszczających do mnie oczko. Ta zabawa mnie bawiła więc podszedłem spokojnie do jednej z nich i oparłem ręce tak że znalazły się między nimi jej nogi. Wolno nachyliłem się i szepnąłem tak by tylko ona mogła usłyszeć i poczuć mój ciepły oddech na swojej szyi.
-Jesteś nieziemsko piękna, ale jest jeden kłopot dzisiaj już przeleciałem trzy takie jak ty a czwarta miała być ruda.
Nie wiem dlaczego się tak zachowałem, miałem najzwyklejszą ochotę doprowadzić kogoś do szału, do drżenia i sprawić by moje słowa wstrząsnęły nim jak nigdy wcześniej. Czułem taką potrzebę i najzwyczajniej na świecie postanowiłem ulec pokusie. Widziałem że dziewczyna drży czując mój oddech na sobie, widziałem jak starannie próbuje wchłonąć go nozdrzami. To bawiło mnie jeszcze bardziej dlatego delikatnie się o nią otarłem, a następnie odwróciłem na pięcie i wróciłem na swoje miejsce napawając się ciągłym osłupieniem i drżeniem brunetki. Tak szybko jak zaczęło mnie to bawić tak szybko skończyło więc wstałem i odszedłem w jeden z ciemnych zaułków by uwolnić się od spojrzeć jej koleżanek. Gdy tylko zniknąłem z horyzontu kogokolwiek wzroku przeskoczyłem przez płot i nie wiedząc co dalej ze sobą począć poszedłem w kierunku szkoły. Noc była młoda a ja i tak nie potrzebowałem snu, szczególnie biorąc pod uwagę fakt iż kolejny dzień miał być zbyt słoneczny bym mógł wyjść z domu, musiałem nacieszyć się chwilą. Tak jak wcześniej usiadłem na jednej z ławek, z tą różnicą że tu było pusto. Tylko w jednym z pobliskich domów paliło się światło które szybko zniknęło. Z domu wyszła kobieta a za nią niebiańska istota która spowodowała że momentalnie zacząłem szybciej oddychać i oddałem się przeróżnym fantazją. Cud ten miał na sobie szerokie jeansy, skurzaną kurtkę a na serdecznym palcu lewej ręki srebrny sygnet. Oczy brązowe i ciemne długie włosy sięgające za łopatki, jego karnacja była ciemna co jednocześnie przywołało masę fantazji dotyczących kontrastu naszych połączonych ciał. Było to dziwne, a jednocześnie nieziemsko podniecające, w jednej chwili poczułem jak mój członek zesztywniał a ja dalej fantazjowałem o pocałunkach, pocieraniu naszych języków i pieszczotach jakie moglibyśmy zapewnić sobie nawzajem. Dopiero po chwili oprzytomniałem i skarciłem sam siebie.
Co to było do cholery?
Nie wiem ale mi się podoba. I to cholernie..
Ale to facet…
Ale jaki…
W tej chwili nie mogłem poznać samego siebie, a jednocześnie byłem podniecony jak nigdy wcześniej. Wyraźnie czułem delikatnie piżmowy zapach mężczyzny który właśnie wsiadał na motor. Miałem ochotę pobiec za nim i dowiedzieć się kim jest, co robi i czym się zajmuje. Poznać go z każdej możliwej strony chciałem znać jego imię, nazwisko miejsce i datę urodzenia. Dowiedzieć się skąd jest jak się tu znalazł i co robił przy szkole o tak później godzinie. Nie chciałem nigdy zapomnieć tego słodkiego zapachu który tak bardzo zachłannie wdychałem. Z chwili na chwilę czułem jak moja męskość rośnie nerwowo zacząłem przekładać nogę na nogę próbując sobie ulżyć. Niestety nie mogłem zatrzymać czasu i ta chwila, moment w którym miałem wrażenie że mój anioł patrzy mi w oczy nie mogła trwać wiecznie. To co się stało zabolało, mężczyzna który w jednej chwili rozpalił moje zimne ciało wsiadł na motor, założył kask i odjechał nim zdążyłem po raz ostatni wziąć oddech by móc spokojnie zapamiętać jego woń. Jak nigdy szybko zerwałem się na równe nogi i czym prędzej pobiegłem do domu. Na szczęście mój pokój był pusty, położyłem się na łóżku i przywołując wspomnienia ponownie poczułem zapach piżmu dookoła siebie. Oddałem się przeróżnym fantazją, wyobrażałem sobie jak ten boski mężczyzna wplata swoje palce w moje włosy, zaciska na nich pięść… odchyla głowę do tyłu i całuje moje jabłko adama . Wodzi językiem po szyi i pieści przeróżne części mojego ciała cicho szepcząc moje imię. Nie mogłem się powstrzymać bo po raz pierwszy w życiu czułem takie podniecenie, musiałem zrobić coś by napięcie drzemiące we mnie uległo. Przywoływałem przeróżne fantazje sprawiając sobie nieziemską przyjemność, sycząc cicho i starając się nie wydać zduszonego okrzyku który mógł spowodować zainteresowanie domowników. Po jakimś czasie pieszczot opadłem na łóżko i przytuliłem do siebie poduszkę mając nadzieję że w jakiś sposób przeniosę na nią zapach ze swoich wspomnień.
Jasna cholera, oszalałeś.
Nie ważne…
Sztywnieje ci z powodu faceta. To nie jest normalne.
Nie ważne…

 


Głosuj (6)
02:19:01 17/06/2010 [komentarzy 12] Komentuj