Rozdział III: Pierwszy raz nie musi boleć.
O jasna cholera co ty kurwo zrobiłeś? Nic się nie stało, nie mogło się stać. Ta jasne, zobacz to co zniszczyłeś. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom pod moim Volvo był zniszczony motor, a parę metrów od maski leżał mój cud w całej swojej nieprzytomnej okazałości. Jego włosy nie sięgały już nawet ramion był dość krótko przystrzyżony co dodawało mu jeszcze większego uroku. Ta niesforna czupryna pozwoliła mi wpatrywać się w jego śpiącą, słodką twarz i napawać się jego piżmowym zapachem który doprowadzał mój umysł i ciało do obłędu. Czułem jak wszystko we mnie pulsuje i zaczyna się pobudzać na samą myśl o tym co mógłbym teraz zrobić. Delikatnie i niepewnie mogłem się do niego zbliżyć, ukucnąć przy nim i dotknąć jego twarzy, wyglądał tak słodko że nie zdawałem sobie sprawy z tego co zaszło, liczył się tylko on, jego ciało i to że był przy mnie, ta chwila mogła trwać wiecznie, oddał bym wszystko by już zawsze był w zasięgu mojej ręki i nie sprzeciwiał się gdy oplatam go palcami. Taki słodki i bezbronny, niewinny, kruchy i delikatny skazany na mnie i na to co zrobię. Moja ludzka strona się odezwała, a rozsądek kazał zabrać go do lekarza. Mimo tego że był dość sporym chłopakiem nie miałem problemów z jego podniesieniem, w takich chwilach wampirza siłą się przydawała. Położyłem mojego anioła na tylnym siedzeniu a później wyciągnąłem motor spod auta tak by móc spokojnie ruszyć w drogę. Nie wiedziałem czy mu nic nie jest więc musiałem jak najszybciej zawieźć go do osoby która niewątpliwie będzie mu w stanie pomóc. Ty pieprzony gnoju mogłeś go zabić! Ale żyje. Ale mogłeś go zabić zjebie pierdolony! Dopiero teraz zaczęło do mnie docierać co się stało, obwiniałem się za ten cały wypadek, i nie dopuszczałem nawet do siebie myśli że z drugiej strony przecież i on widział że pędzi przed nim jakiś baran który myśli o niebieskich migdałach i fujarze faceta. Byłem tak głupi że nawet nie patrzyłem na drogę i potrąciłem faceta moich marzeń, tylko ja byłem do tego zdolny, a to w cale nie był powód do szczęścia. Baran, baran, baran. Gdy wyjeżdżałem z terenu rezerwatu poczułem ulgę, usłyszałem na tylnym siedzeniu mamrotanie i ciche syczenie. Momentalnie zatrzymałem się na poboczu i odwróciłem do tego słodkiego bruneta który ku mojej radości odzyskiwał przytomność i wydawał się nie ponieść żadnych większych obrażeń. Delikatnie dotknąłem jego rozpalonej skóry, przejechałem wierzchem dłoni po policzku i zjechałem palcami na szyję starając się zapamiętać każdy milimetr jego ciała. Patrzyłem jak rozchyla powieki i miałem nadzieję że zamiast zmieszania ujrzę w jego oczach szczęście, świadczące o tym że i on liczył na spotkanie ze mną. Niestety patrzył na mnie i na to co wyprawiam z nie lada zdziwieniem i zniesmaczeniem, chyba nie wierzył w to co widzi bo zamknął oczy i otworzył je po chwili z wyraźną nadzieją na zły sen. -Kim ty kurwa jesteś… i co wyprawiasz do jasnej cholery? – mój anioł był w wyraźnym szoku, a jego słowa wyrwały mnie z zamyślenia i doprowadziły do jawnego zakłopotania. Musiałem jakoś z tego wybrnąć więc jak gdyby nic ściągnąłem z niego dłoń i wymyślając najprostsze rozwiązanie które wydawało się w miarę logicznym. -Najzwyczajniej w świecie próbowałem ciebie ocucić. – Nie mogłem przestać o nim myśleć, ale jednocześnie próbowałem odpędzić od siebie te myśli bo czułem jak krew napływa mi w każdy najmniejszy fragment mojego ciała. Ta cuciłeś… Cud że mu migdałków nie wessałeś robiąc usta usta. -Ja pierdole, moja głowa… Co się do jasnej cholery stało? –Pytania chłopaka były zadziwiająco normalne, i dzięki bogu nie drążył dalej tematu dotykania. – Gdzie jestem? -U mnie w samochodzie, wiozłem cię do lekarza. Mieliśmy wypadek, znaczy ty miałeś… widzisz byłem zbyt rozpędzony i nie zdążyłem wyhamować, twój motor nadaje się do kasacji, ale obiecuję że ci kupię nowy… lepszy. Nie ma konieczności wzywać ubezpieczyciela wszystko załatwimy między sobą. –Mówiłem jak gdybym oszalał, język mi się plątał a ja chyba nie myślałem bo nadal zachwycałem się jego cudowną twarzą i boskim ciałem. Wiedziałem że nie możemy nikogo wezwać do oszacowania strat bo to może być koniec naszej przygody. -Ja pier… W ogóle kim ty człowieku jesteś? –Mimo że wypadek wyglądał na poważny młody mężczyzna wydawał się być w jednym kawałku. -Jestem Edward Cullen – Odpowiedziałem licząc że i on się przedstawi by nie musieć go szykanować tym cholernym „on” czy „jego”. -Tak więc Edwardzie… -zaczął chłopak nim zdążyłem mu przeszkodzić. Boże jak on seksownie powiedział „Edwardzie” -Może zanim cokolwiek jeszcze powiesz przedstaw się, i pozwól zawieść siebie do lekarza? – Powiedziałem martwiąc się szczerze, na pierwszy rzut oka było wszystko ok, ale z drugiej strony to zawsze 15 minut dłużej przy nim. -Spokojnie, nic mi nie jest. A nazywam się Jacob Black – Po raz pierwszy widziałem jak przez jego twarz przemyka uśmiech, słaby bo słaby ale uśmiech. Nie był zły i nie wściekał się, był taki słodki i niewinny jak nikt kogo znałem. Bardzo chciałem być wobec niego fair więc ciągle trzymałem się na dystans i nie próbowałem wczytywać się w jego myśli. -To może pojedziemy coś zjeść i porozmawiamy… Musimy dogadać co z tym motorem. Ty mi powiedz jaki chcesz a ja się tym zajmę. –Grałem na czas, każda sekunda się liczyła chciałem by przy mnie był, chociaż ten jeden jedyny raz. On tylko skinął głową i pewny siebie wysiadł z samochodu by chwilę później usiąść na przednim fotelu pasażera. Dłuższy czas jechaliśmy w milczeniu, a ja nie mogłem już dłużej tego znieść, więc przestałem się opierać się pokusie i zacząłem wsłuchiwać się w jego myśli. -„Kiedy mnie obmacywał nie był taki cichy” Nie mogłem nic zrobić ani powiedzieć, mimo to czułem że zalewam się rumieńcem i zacząłem wymuszać kaszel aby odwrócić jego uwagę od tych myśli. -Nic ci nie jest Ed? – Jackob spytał mnie jak gdybyśmy znali się od zawsze. Rozpływałem się i tera ja zacząłem wspominać moją dłoń na jego twarzy. -Nie nic. - odkaszlnąłem - Tylko się zakrztusiłem… Ed? – Spytałem z zawadiackim uśmiechem i poruszyłem brwiami. -Wybacz Edwardzie, obiecuję że to się już nie powtórzy. – Mój, a nawet nie mój anioł puścił do mnie oczko dając wyraźnie do zrozumienia że również ma ochotę na żarty. Chyba że skacze mu powieka a ja źle odebrałem ten znak. -Ależ dlaczego JB, mi się to nawet podoba - Tym razem to ja puściłem mu oczko z kokieteryjnym uśmiechem. Nie wiem co mną kierowało ale czułem że musze to zrobić. Modliłem się też żeby moja samokontrola była na tyle silna bym się na niego nie rzucił i zachował twarz. -Hmmm Ed, bo pomyślę że próbujesz się ze mną spoufalać. – Jacobowi z twarzy nie znikał uśmiech, nie mogłem uwierzyć że znamy się parę minut. Rozmowa się jakoś toczyła, wymienialiśmy zgryźliwe uwagi poglądy a nawet czasami leciały podteksty erotyczne których żaden z nas starał się nie zauważyć. Byłem chyba naprawdę szczęśliwy, po raz pierwszy z kimś tak dobrze się dogadywałem i nie chciałem tego zepsuć. Moje nozdrza zachłannie wdychały jego zapach a dłonie starały się go dotknąć by choć na chwilę pachnieć jak on. Gdy w reszcie dojechaliśmy do jednej z miejskich restauracji usialiśmy naprzeciw siebie jak stare dobre małżeństwo i zamówiliśmy po szklance coli i hamburgerze. Do tego czasu usta się nam nie zamykały, ale gdy weszliśmy do pomieszczenia ponownie zapadła niezręczna cisza. Znowu wkradłem się w jego myśli, zacząłem się obawiać że to jedyny sposób by zacząć z nim rozmowę. -„Kuźwa ja szedłem skakać z klifu a nie na randkę z facetem.” -Pewnie przeszkodziłem ci w czymś cholernie ważnym Jacob przepraszam, obiecuję że ci to jakoś wynagrodzę. I co ja kurwa mogę zrobić? Chyba loda a i tak niewiadomo czy mu się spodoba. -Nie, no co ty… Chciałem skoczyć tylko do wody. –JB wgryzł się zachłannie w bułkę połykając na raz ¼. -Jak to chciałeś skoczyć? Czekaj… aaa z tego klifu? –Spytałem głupio patrząc jak chłopak pożera zawartość swojego talerza. I machinalnie przejechałem językiem po wargach wyobrażając sobie że z taką samą zachłannością całuje moje usta. Mój członek już nie wytrzymywał tego napięcia wiec mocno go zdusiłem i pomyślałem o rozwartych biodrach Rosalie – Ble -Coś się stało? – Spytał Jacob kończąc hamburgera i wycierając usta. Był wyraźnie zmieszany jak gdyby to „Ble” było o nim bądź do niego. -Wybacz, wróciłem do porannych myśli jak moja siostra rozkłada nogi przed swoim facetem… Mówię ci to totalna nimfomanka, gdzie by nie stanęła to by się rżnęła. –Powiedziałem zrzucając wszystko na Rose, w końcu to wszystko wina kobiet. -Hej, to ty może przedstawisz mi tą swoją siostrę co, w tedy jesteśmy kwita z motorem. – miałem wrażenie że Jacob mówi serio bo zachował przy tym śmiertelną powagę. Mimowolnie się skrzywiłem a on wybuchnął śmiechem – No chyba nie myślisz że bzykam wszystko co się rusza? -Nie no… jak chcesz mogę ci ją przedstawić – powiedziałem udając twardego mimo że serce pękało mi w każdym możliwym miejscu. -Daj spokój, już mam kogoś na oku… – JB upił łyk coli próbując zasłonić szeroki uśmiech. -„Ta osoba ma przepiękne oczy, niesforne włosy i zajebieście podniecający…” Kurwa Eddi nie czytaj jego myśli, to jest szczyt masochizmu w twoim wykonaniu szczególnie gdy myśli o jakiejś panience która ma zajebiście podniecający tyłek, a tobie staje gdy czujesz ten jego słodki piżmowy zapach… -Szczęściara z tej dziewczyny, to ta spod szkoły? –Spytałem szczerząc zęby, w tej chwili byłem gotowy zabić tą dziewczynę, wyssać z niej krew i skręcić kark gdy jest jeszcze na tyle silna by uciekać. -Że co?! –Jacob był wyraźnie zdziwiony tym pytaniem –Skąd, jak… - Nie wiedział sam co powiedzieć był zmieszany i nawet nie mógł tego ukryć. -To jaki chcesz ten motor? Musze wiedzieć żeby ściągnąć… porządnego nie da się tutaj dostać. – Powiedziałem mając nadzieję że to sprytna zmiana tematu, a mój partner to szybko łyknie. -Co ty pierdolisz stary jaki motor? Zgruzowałeś mi starego ledwie ciągnącego grata, jeszcze powinienem ci za to dziękować bo on się nadawał tylko na złom ale sentyment mi na to nie pozwalał, uwolniłeś mnie od niego. – chłopak powiedział z uśmiechem jak gdyby naprawdę się cieszył że to koniec jego przygody z tym motocyklem. Ale dla mnie to nie była dobra wiadomość, mogło to znaczyć tyle że to jest koniec naszej znajomości. -No ale, głupio tak, jakaś rekompensata ci się za to należy. –Próbowałem zatrzymać go przy sobie, jego boski zapach i rozmarzone spojrzenie gdy mówił o tej dziewczynie. Bolało mnie to ale jak by nie patrzeć, w miłości nie liczy się twoje szczęście tylko tej drugiej osoby, jej bezpieczeństwo, uśmiech i wszystko co najlepsze. -Zapłacisz za hamburgery i cole. Będziemy kwita, no i może pożyczysz mi swoją kurtkę bo zajebiście mi piździ. –To drugie powiedział z uśmiechem, chwilami miałem wrażenie że próbuje mnie poderwać. -Nie ma sprawy, już teraz mam ją z siebie ściągnąć? –Spytałem z uśmiechem i oparłem brodę na dłoni nieustannie patrząc mu w oczy. -Liczyłem że pozwolisz mi zrobić to samemu. – Mój towarzysz puścił do mnie oczko i wstał od stołu. Podszedł do mnie od tyłu i nachylił się nade mną powoli rozpinając mi kurtkę. Czułem jak dotyka mojej klatki piersiowej, a raczej delikatnie przejeżdża po niej opuszkami palców. Delektowałem się chwilą gdy jego nozdrza intensywnie pracują i jak wydycha powietrze prosto w moją szyję. Oddałem się temu i odchyliłem delikatnie głowę do tyłu jednocześnie ściągając łopatki by umożliwić mu wyjęcie moich rąk z kurtki. Później bez słowa wsunął ją na siebie i wrócił na swoje miejsce. O Boże, o kurwa Boże, on mnie dotykał… On mnie dotknął tak delikatnie… o kurwa! -I co cieplej? –Spytałem z uśmiechem. -No właśnie nie wiem dlaczego ale mam wrażenie że jesteś zimny jak lód bo kurtka jeszcze zamiast grzać chłodzi. – No tak, moja przeklęta temperatura ciała, jak ja mogłem o tym zapomnieć? -Cóż nie mówiłem że grzeję jak mały koloryferek. – Powiedziałem spokojnie. -Kaloryfer to ja ci może kiedyś pokażę – Powiedział Jacob z uśmiechem – Słuchaj już jest ciemno za oknem a ja obiecałem ojcu że wrócę za jakieś dwie h… nam tutaj zeszło już chyba z 5, mógłbyś mnie odwieść do La Push? -Jasne, to co wsiadamy do auta? – Spytałem z uśmiechem wstając i podchodząc do baru by zapłacić. Gdy to zrobiłem klepnąłem JB w plecy a ten wstał i ruszył w stronę wyjścia. Wystarczyło by nasze usta na chwile zamilkły i cofaliśmy się do punktu wyjścia, żaden nie zaczynał rozmowy a my jechaliśmy w milczeniu słuchając radia. Słyszałem że Jacob cicho podśpiewuje co wywołało uśmiech na mojej twarzy. Przez całą drogę myślałem o wydarzeniach dnia i cisnęło mi się na usta pytanie czy się jeszcze zobaczymy. Zatrzymałem samochód przy jego domu a on cicho wyszeptał -Dowidzenia Edwardzie. Dzięki za podwózkę. - Uśmiech z jego twarzy zniknął i powoli zaczął ściągać moją kurtkę. Widziałem że po raz ostatni nim to zrobił wziął głęboki wdech jak gdyby chciał zapamiętać jej zapach. -Dowidzenia Jacobie. – Odpowiedziałem ze smutnym uśmiechem i wyciągnąłem ku niemu dłoń. Nie mogłem przecież robić scen i błagać go by nie odchodził. -A może… wyskoczymy do kina albo na pizze? – JB spytał o to gdy już był dobrze oddalony od samochodu. -Jasne, może jutro o 14? - Spytałem z uśmiechem mając nadzieje że krzyknie „tak” -Jutro nie mogę, najwcześniej we środę. – Westchnąłem cicho ale skinąłem głową. -To w środę o 16? – Spytałem z nadzieją w głosie. -Dobra to jesteśmy umówieni.– Krzyknął stojąc przy drzwiach. Przyjadę po ciebie i zdecydujemy co robić. – Odpowiedziałem a Jacob zamknął za sobą drzwi. Ja bez chwili namysłu wbiłem wsteczny i wyjechałem na drogę. Następnie bieg i prosto do domu by jak najszybciej móc się położyć i myśleć o dniu dzisiejszym i środzie. Nie wiem jak trzymam prawie 4 dni, ale na pewno sobie nie odpuszczę tego spotkania. Droga minęła szybko w wejściu do domu krzyknąłem tylko „Jestem” i pobiegłem do siebie z kurtką przerzuconą przez ramie. Rzuciłem się na łóżko a na poduszce położyłem chwilę temu noszoną przez JB kurtkę, zatopiłem w niej twarz wdychając piżmowy zapach i oddając się temu bez reszty. Poczułem na sobie ciężar i rękę na swoim pośladku. -Mmmm Eddi może teraz masz więcej werwy niż rano. –Czułem jak jej ręka przesuwa się z pośladka na udo a później szuka mojego członka. Jak zwykle mnie to wkurwiło ale tym razem do granic możliwości. Zrzuciłem ją z siebie jak starą szmatę i stanąłem nad nią. – Mmm Eddi nie myślałam że lubisz takie zabawy. -Kurwa ty naprawdę jesteś pierdolnięta czy tylko taką udajesz? Nie podniecasz mnie, nie podobasz mi się i nigdy chociaż była byś ostatnią osobą na świecie nie przelecę ciebie. Dotarło?! – Patrzyła na mnie z dołu i wyglądała jak gdyby miała się zaraz rozkleić. Jednak ja nieugięcie wskazywałem jej palcem drzwi. Rosali wstała i ostatni raz tego wieczora rzuciła mi pogardliwe spojrzenie. -No i dobrze że cię nie podniecam, śmierdzisz jak nigdy wcześniej… Musiał byś naprawdę wziąć długa kąpiel i wylać na siebie butelkę najmocniejszych perfum bym zwróciła na ciebie uwagę. – Po tym wyszła trzaskając drzwiami tak ze na pewno wszyscy domownicy to usłyszeli. Ja zaś cieszyłem się tym faktem, mogłem w reszcie spędzić chwilę sam ze sobą i pomyśleć ponownie o dłoniach JB który opuszkami palców muska moje piersi. Dodałem do tego kolejną nieziemsko podniecającą wizję. Wyobraziłem sobie jak rozpina mi koszulę i obsypuje pocałunkami moją klatę… Głosuj (4)
|